Wyłączyłem notyfikacje ze Slacka — i nie tylko

Na początku listopada wyłączyłem powiadomienia ze Slacka i osiągnąłem stan, gdy w trakcie pracy na ekran nie wyskakują mi już żadne okienka z komunikatami. Nie zauważyłem, żebym coś przez to przegapiał, a czuję zdecydowaną poprawę koncentracji.

Dlaczego

Programista potrzebuje móc się skupić, by dawać z siebie tyle, ile potrafi. Tymczasem 40% pracowników umysłowych nie ma w trakcie dnia do dyspozycji 30 nieprzerwanych minut. Aplikacje mogą być znaczącym źródłem rozproszeń, a zgodnie z zaleceniami głośnej (i bardzo dobrej) książki Deep Work powinniśmy świadomie ograniczać możliwości kradnięcia naszej uwagi. Jak pisze Cal Newport, uważamy, że mamy obowiązek odpowiadać błyskawicznie na wiadomości, ale jest to większości przypadków tylko naszym własnym wymysłem a nie realnym wymaganiem współpracowników i klientów.

Już od dłuższego czasu nie miałem wielu okienek skaczących po ekranie. Nie pamiętam nawet za bardzo, co to powiadomienie z klienta poczty. Firmową skrzynkę dostarcza mi przeglądarkowy Gmail, gdzie trzeba się specjalnie postarać, żeby mieć systemowe powiadomienia o nowej wiadomości. Rzadki przypadek, gdy domyślne ustawienia aplikacji nie promują rozproszeń ;-) Klienty poczty, których używałem prywatnie: najpierw Opera a potem Firefox domyślnie pokazują okienka o nowych wiadomościach. W każdym kliencie przez pewien czas jechałem na ustawieniach domyślnych, ale ostatecznie po mniejszej lub większej walce z sobą wyłączałem te powiadomienia — nawet nie wiedząc jeszcze o „Deep Work”.

Dużo trudniej było mi zerwać z notyfikacjami od IM-ów, jak Slack. Siedziałem na wielu kanałach jednocześnie, tu prosząc o jakieś poprawki, tam odpowiadając na prośby o support, mając otwartych dużo dyskusji bezpośrednich z ludźmi. Byłem już bogatszy o wiedzę z „Deep Work”, ale teoria teorią, a jak tu wyłączyć powiadomienia ze Slacka, skoro tyle mogę przegapić, skoro ludzie być może czekają na odpowiedź ode mnie, kto wie, czy system nie leży, a ja o tym nie wiem?

Slack bez powiadomień

Jak mogę prowadzić dyskusje bez powiadomień? Całkiem dobrze. Slack ma ikonkę na pasku zadań koło zegara i gdy czeka jakieś powiadomienie, przy ikonce pojawia się czerwona kropka. IDE trzymam na innym monitorze niż pasek zadań, więc ikona Slacka nie wchodzi mi w oczy, ale jeśli decyduję się sprawdzić, czy coś ważnego nie czeka, ta kropka, choć mała, bardzo rzuca się w oczy.

Można by powiedzieć — okienko powiadomienia czy kropka na pasku, co za różnica, skoro i tak masz rozproszenie w zasięgu wzroku, będzie cię kusiło, nie robisz żadnego deep work, to niczego nie zmienia. Ja jednak odczuwam dużą różnicę.

Problemem w okienkach powiadomień jest dla mnie, że mają napisy; w przypadku Slacka pokazują fragment wiadomości skierowanej do mnie. Zobaczenie tekstu rujnuje moje skupienie na innym zadaniu; wracam myślami do odpowiedniej rozmowy, czuję presję czasu, rozważam, czy odpisać, co, kiedy itp. Wujek Dobra Rada powiedziałby: po prostu próbuj mocno o tym nie myśleć i wszystko będzie dobrze. Niestety, zgodnie z badaniami cytowanymi w Behave, człowiek nie jest w stanie nie czytać wyraźnie widocznego komunikatu w języku, który zna. Może sam sobie wmówić, że nie przeczytał, ale mózg automatycznie zinterpretuje przekaz i ten przekaz wpłynie na zachowanie — może słabiej niż gdyby to był świadomie i ze skupieniem przeczytany tekst, ale tą samą drogą. Neurologii nie przeskoczysz.

Zaletą kropki przy ikonce w zasobniku systemowym jest to, że nie wiem, co się za nią kryje, a dodatkowo potrzebuję dwóch kliknięć, żeby się przekonać (pierwsze pokazuje menu kontekstowe, gdzie trzeba wybrać otwarcie workspace’a) — rozproszenie jest jest o jeden klik dalej. Zdaje się, że ten jeden klik to duża różnica.

Co robię, gdy nie jestem w trakcie pracy wymagającej skupienia, a akurat chcę coś ustalić za pomocą komunikatora? Po prostu nie minimalizuję Slacka i trzymam otwarte okno gdzieś w zasięgu wzroku, żeby widzieć, kiedy pojawi się odpowiedź.

Wiem, że jest też opcja wyciszenia powiadomień — na pół godziny, godzinę itp. Główny problem jest taki, że muszę pamiętać o włączeniu wyciszenia, to dodatkowa praca, jaką muszę wykonać. Ciągle o tym zapominałem i teraz przestałem się w to bawić.

Odkąd polegam tylko na „czerwonej kropce” nikt nie narzeka na moją responsywność i ja też nie mam wrażenia, że coś przegapiam.

E-maile ze Slacka

Kolejną rzeczą, która generowała rozproszenia, była opcja Slacka, by wysyłać mi maila przypominającego, że przez dłuższy czas nie zareagowałem na powiadomienie (bezpośrednią wiadomość, wezwanie przez „małpę” na kanale itp.). Opcja ta jest domyślnie włączona, a mam wątpliwości, jak miałaby być w ogóle przydatna.

Od dłuższego czasu nabrałem nawyku, by przy sprawdzaniu wiadomości najpierw zaglądać na Slacka, a dopiero potem na maila — mam wrażenie, że w firmach, które przyzwyczaiły się do tego IM-a, ważną komunikację załatwia się przede wszystkim Slackiem, w mailach przychodzą powiadomienia z automatycznych narzędzi (serwer CI) albo wiadomości, które mogą poczekać (maile do dużej liczby osób). Powiadomienie mailowe o aktywności ze Slacka czytałem więc w momencie, kiedy Slacka już „odrobiłem”. Co gorsza, w praktyce maile podwajały liczbę rozproszeń, z jakimi musiałem się mierzyć: nie tylko musiałem daną wiadomość odhaczyć w IM-ie, potem musiałem ją otworzyć skrzynce odbiorczej. Dwa razy robiłem to samo, tylko inaczej.

W pewnym momencie zauważyłem, że z reguły nie czytam takich maili, tylko wchodzę w filtr pocztowy łapiący wysyłki od Slacka i hurtowo je kasuję. Nie ma sensu uskuteczniać fikcji — konsekwencja mogła być tylko jedna, wyłączenie maili ze Slacka. Aplikacja Slacka bardzo przejrzyście kategoryzuje swoje powiadomienia (czy to kanał, czy wiadomość bezpośrednia), można sensownie podjąć decyzję, którym powiadomieniem zająć się w pierwszej kolejności — nie ma co się łudzić, że klient pocztowy pozwoli ogarnąć to sprawniej.

Powiadomienia o aktualizacjach

Po Slacku przyszła kolej na jeszcze jedną rzecz — powiadomienia o aktualizacjach systemu. Może to nadmierne przywiązanie do porządku, ale nie lubię mieć zaległości — w nieprzeczytanych mailach, niezainstalowanych poprawkach. Tymczasem bardzo często wkrótce po uruchomieniu komputera wyskakiwało mi okienko z informacją o pakietach do zaktualizowania — były okresy, że dzień w dzień, od poniedziałku do piątku. Kończyło się to tak, że przerywałem wszystko, co akurat robiłem, i aktualizowałem.

Do ogarnięcia sytuacji przydało mi się zaktualizowane KDE 5.16 w Kubuntu 19.10 — można tam z poziomu paska notyfikacji uciszyć powiadomienia dowolnej aplikacji. Nie udało mi się znaleźć w ustawieniach menedżera pakietów opcji powiadomień, więc bez wsparcia samego KDE nie pozbyłbym się wyskakujących okienek w tej sytuacji.

Chciałem przy tym nie zostać z niepołatanym systemem, więc konieczne było włączenie automatycznego instalowania wszystkich aktualizacji bez pytania mnie o zdanie. Nie pamiętam, kiedy miałem w Ubuntu problemy przez instalowanie poprawek bezpieczeństwa do paczek, więc nie miałem obaw włączając tę opcję.

Gmail wylatuje z przeglądarki

Jak wcześniej wspomniałem, gryzie mnie, gdy mam nieprzeczytane maile, a przeglądarkowa karta z Gmailem pokazuje w tytule, że jest coś do przeczytania. Ostatnio nie dostaję w pracy tylu maili, by wybijały mnie z rytmu, ale gdy widzę, że danego dnia jest gorzej, zamykam kartę z Gmailem na czas intensywnej pracy.

Gdy nie mam otwartego klienta poczty, sprawdzenie maili staje się zależne od świadomej decyzji, a nie odruchu. Ponownie — rozproszenie w zasięgu jednego klika jest zbyt blisko, znacznie lepiej, gdy są wymagane przynajmniej dwa.